“Odważ się robić wielkie rzeczy” to napis na trybunach Kotła Czarownic, jaki przywitał w środę piłkarzy Ruchu Chorzów. Ci już po raz 175 w historii mierzyli się o z Legią Warszawa. Tym razem stawką był finał Pucharu Polski. Faworytami oczywiście była ekstraklasowa ekipa z Warszawy. Podniesienie Pucharu Polski to dla nich najprawdopodobniej ostatnia szansa, aby zagrać w przyszłym sezonie w rozgrywkach na szczeblu europejskim. Ruch piłkarskiej wiosny nie rozpoczął najlepiej i w 1. Lidze nie wygrał dotąd meczu. W tabeli znajduje się już poza strefą barażową. Przed Niebieskimi było trudne zadanie. Wielu zadawało sobie pytanie, czy tego dnia 14-krotni mistrzowie Polski będą w stanie nawiązać walkę z wyżej notowanym przeciwnikiem?
Goście już w 5 minucie skorzystali z błędu piłkarzy Ruchu w środku pola. Szybkie rozegranie Bartosza Kapustki do Kacpra Chodyny dało gościom prowadzenie. Po chwili bliźniaczą sytuację mieli Niebiescy, ale Filip Borowski przewrócił się w polu karnym i nie oddał nawet strzału.
Znów niebezpiecznie zrobiło się pod bramką gospodarzy za sprawą Chodyny. Pomocnik Legii trącił piłkę w kierunku bramki, ale z linii wybił ją Szymon Karasiński.
Drugi gol dla Wojskowych to ponownie konsekwencja błędu chorzowian. Tym razem dużo miejsca i czasu miał Mark Gual i pokonał Martina Turka strzałem zza pola karnego.
Ruch szukał swoich szans grą z kontrataku czy próbami przyspieszenia w środku pola. Różnica w jakości gry była jednak dość widoczna. Efektowna przewrotka Borowskiego, pojedynki Daniel Szczepan vs Steve Kapuadi to fragmenty, które pokazywały, że śląski zespół miał swoje dobre momenty.
Po zmianie stron podopieczni Dawida Szulczka zostali zepchnięci na swoją połowę i można było odnieść wrażenie, że uszło z nich powietrze.
Paweł Wszołek zabawił się w polu karnym Ruchu i praktycznie bez reakcji obrońców zdążył piłkę przyjąć, poprawić, po czym huknął z ostrego kąta i podwyższył na 0:3.
Goście świetnie radzili sobie z ciężarem prowadzenia gry. Upływający czas działał na ich korzyść i spokojnie rozgrywali zdecydowanie słabszych tego dnia rywali.
Potwierdzeniem tego była bramka nr 4. Piłka szła jak po sznurku, futbolówkę uderzył Ryōya Morishita i pokonał golkipera chorzowian.
Kolejne trafienie dla Legii padło po stałym fragmencie gry. Wrzutkę przedłużył jeszcze Radovan Pankov, a formalności dopełnił Illa Szkuryn.
Legia dołącza tym samym do Pogoni Szczecin, z którą zmierzy się w wielkim finale na PGE Narodowym. Spotkanie to najprawdopodobniej odbędzie się 2 maja.
W lutym tego roku Stadion Śląski wypełnił się niemal do ostatniego miejsca w starciu Ruchu z Wisłą Kraków. 53 293 widzów oglądało wtedy sromotną porażkę gospodarzy 0:5. Niestety dla Niebieskich, dziś ten wynik powtórzyła Legia. Dawid Szulczek będzie miał teraz trudne lekcje do odrobienia.
Ruch Chorzów - Legia Warszawa 0:5 (0:2)
(Chodyna 5’, Gual 28’, Wszołek 56’, Morishita 79’, Shkurin 84’)
Ruch: Turk – Sz. Szymański, Lukić, Karasiński, Preisler (84 Sobeczko), Mezghrani, Cykało (57 Starzyński), Borowski (57 Kozak), Szwoch, Moneta (63 Barański), Szczepan (63 Novothny); trener: Dawid Szulczek.
Rezerwowi: Bielecki, J. Szymański, Sadlok, Myszor.
Legia: Tobiasz – Wszołek, Pankov, Kapuadi (46 Ziółkowski), Vinagre (78 Kun), Elitim, Kapustka (67 Luquinhas), Chodyna, Urbański (46 Augustyniak), Morishita, Gual (58 Szkurin); trener: Gonzalo Feio.
Rezerwowi: Kovacević, Jędrzejczyk, Biczachczian, Oyedele.
Żółte kartki: Borowski, Sz. Szymański, Mezghrani - Kapuadi, Pankov
Sędziował: Damian Sylwestrzak (Wrocław).
Widzów: 25 496.
Napisz komentarz
Komentarze