REKLAMA

AKTUALNOŚCIMiastoSportRozrywkaNaukaTurystykaNa SygnaleKącik PrasowyKulturaPrzetargi i komunikatyGłos RadnegoSesje Rady MiastaWładze MiastaWybory

Choroba, na którą brakuje słów

Sport

Znalazłem się w szpitalu, zrobiono mi wszystkie badania i przekazano diagnozę. Szczęściem w tym wszystkim jest fakt, że wirus nie zaatakował płuc – mówi w rozmowie z portalem sport.tvp.pl Legenda Ruchu Joachim Marx, u którego stwierdzono zakażenie koronawirusem.

Silny organizm pomógł?

Wydaje mi się, że tak. Trudno mówić o leczeniu, bo zaleceniem jest przyjmowanie paracetamolu. To pomaga w zbiciu gorączki i pozbyciu się bólu mięśni. Kryzys mnie nie ominął, bo jednego dnia miałem temperaturę 41,2. Wtedy do domu przyszedł lekarz, zrobił analizę krwi i trafiłem do szpitala. Wzięto mnie w obroty, ale już o drugiej w nocy z powrotem wypisano mnie do domu. Od tamtego momentu jest lepiej z dnia na dzień. Spokojnie przespałem nawet dwie noce i nabieram sił, choć… Koronawirus odbiera wszystkie siły. Ma się nogi jak z waty. Gdyby żona zrobiła przeciąg w mieszkaniu, to wystarczyłoby to do powalenia na podłogę. Nie ma siły, by utrzymać się wtedy na nogach.

Brzmi przerażająco.

To choroba, na którą brakuje słów. Jest przerażająca i odbija się na całym świecie. Najlepiej pokazuje to fakt, że wszystkiego brakuje. Początkowo mówiono, że maski nas nie chronią, że nie są potrzebne, a teraz uważa się, że wszyscy powinni je nosić. Priorytetem są szpitale i ludzie, którzy nam pomagają. Są niedobory środków ochronnych: kombinezonów, rękawiczek czy żelu dezynfekującego. Ale to nie dziwne. Nikt nie był gotowy na epidemię w takiej skali.

Przez dwa tygodnie leżałem i nie mogłem otworzyć oczu. Dziesięć–piętnaście sekund spojrzenia na sufit i… powieki opadały. Szczęśliwie jest już coraz lepiej, zaczynam nawet pomagać żonie w domu. Inna sprawa, że pójście do łazienki, ogolenie się, wciąż wymagają sił. Muszę się potem położyć i odpocząć. To wykańcza organizm. Może wysportowany organizm z czasów kariery pomógł się uratować?

Ma pan podejrzenie, gdzie mógł się mieć styczność z koronawirusem?

Zanim zabroniono wychodzenia z domów, ludzie ruszyli do sklepów, gdzie ograniczono liczbę wpuszczanych osób. Też poszedłem zrobić zakupy. Półki były już w dużej mierze puste. Kupowałem rzeczy, których być może nigdy w życiu bym nie kupił. Powiedziałem żonie, że nie wiem co to jest, jak smakuje, ale wychodzić nie musimy. Dało się dostrzec we Francji wielką panikę.

Może złapałem koronawirusa w sklepie? 13 marca byłem zaproszony na uroczysty obiad przez władze stadionu w Lievin. Unikaliśmy już kontaktu, podawania rąk. Francuzi całują się na powitanie, ale nikt tego nie robił. Każdy starał się zachować dystans. Rozmawiałem potem ze wszystkimi z tej grupy i nikt nie był chory. Tylko mnie dopadł koronawirus. Byłem też na rutynowej wizycie u lekarza, gdzie nikt nie nosił masek. U niego usłyszałem o symptomach wskazujących na wirusa. Zalecono mi branie pigułek i odpoczynek w domu, ale z dnia na dzień zaczęło się pogarszać. Dwa tygodnie z zamkniętymi oczami… Do tego dochodził zmieniony węch oraz smak, choć nic nie chciało się jeść. Teraz mam wielką przyjemność z pewnej rzeczy…

Jakiej?

Polskich ogórków konserwowych! Jak wyciągam je teraz z lodówki, to mógłbym zjeść cały słoik. Powoli zaczyna zmieniać się percepcja. Odzyskuję poczucie smaku. Widzę to choćby po myciu zębów. Pasta generalnie jest odświeżająca, a któregoś dnia musiałem ją po prostu wypluć, bo smak był straszny. Jednocześnie nie dało się go porównać do czegoś znanego. Podobnie z zapachami. Miałem problem, by być w kuchni, kiedy żona akurat gotowała. Nie wiem co to było, ale inne niż zwykle. Nos nie potrafił ich przyjąć.

(…)

Jest duża tęsknota za normalnością?

Zawsze byłem optymistą. Ludzie teraz narzekają, że są zamknięci i nie mogą wychodzić. Wiadomo, że na wszystko wpływają warunki. Z jednej strony można żałować studentów w Paryżu, gdzie niektórzy mieszkają w akademikach, w których pokój ma dziewięć metrów kwadratowych. Czekam na normalność, bo wciąż jestem aktywnym człowiekiem lubię wychodzić. Ale mając koronawirusa… Wtedy nie myśli się o wychodzeniu. Nie ma nawet czasu na obawę. Człowiek nie potrafi wtedy wiele myśleć, czeka tylko na poprawę.

Gdybym nie był chory, pewnie nie wytrzymałbym tylko w domu. Mam ogród, pewnie poszedłbym coś tam porobić. Zawsze szukałem sobie roboty. Wierzę, że wkrótce do tego dojdzie. Mówią, że jak człowiek myśli pozytywnie, to trudne momenty szybciej mijają. Gdy leżałem, zdarzało mi się wspominać całą karierę. W wyobraźni wrócił moment podpisania kontraktu z pierwszoligową Gwardią. Poszczególne gole. Mistrzostwo z Ruchem Chorzów. Wszystko to, co pozytywne. Najważniejsze, że wszystko wychodzi na prostą!

Całą rozmowę z Joachimem Marxem znajdziecie TUTAJ.

Źródło: Ruch Chorzów

 

 

Wojciech Czaputa

Udostępnij:


Ruch ChorzówNiebiescypiłka nożnakoronawirusCOVID-19Joachim Marx

Komentarze

Brak komentarzy...

Zostaw komentarz


POLECANE FIRMY

REKLAMA

AKTUALNOŚCI

REKLAMA

KALENDARZ WYDARZEŃ

1
Poniedziałek
Czerwiec 2020
Czerwiec
Po Wt Śr Cz Pt So Nd
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30
12345
imieniny:
Gracji, Jakuba, Konrada