AKTUALNOŚCIMiastoSportRozrywkaNaukaTurystykaNa SygnaleKącik PrasowyKulturaPrzetargi i komunikatyGłos RadnegoSesje Rady MiastaWładze MiastaWybory

W pogoni za marzeniami

Kultura

O swoim zamiłowaniu do malarstwa, wieloletniej przygodzie przy organizowaniu wystaw w Galerii Spełnionych Marzeń, a także swoich działaniach na rzecz Chorzowa, opowiadał nam radny Krzysztof Łazikiewicz.

Galeria zdjęć


REKLAMA

Galeria Spełnionych Marzeń to prawie 18 lat Pańskiej pracy i ponad 50 wystaw zorganizowanych w Klubie Pokolenie. Opowie Pan od czego wszystko się zaczęło?

Pierwszą wystawę postanowiłem zorganizować w 2001 roku z powodu mojego przyjaciela Mariana Rosika, który jeździł na wózku inwalidzkim, był prawie cały sparaliżowany. Pewnego dnia wybraliśmy się na weekend do miejscowości Kośmidry, a wieczorem, po naszym przyjeździe, rozmawialiśmy o jego pracach malarskich. Był bardzo zawiedziony, że może je wystawiać tylko w szpitalach, sanatoriach, i innych miejscach, w których często przebywał. Żadna galeria prezentująca prace zawodowych plastyków, a przy tym prowadzona przez takie osoby, nie chciała z nim współpracować. Osoby niepełnosprawne nie są dopuszczane do ich grona, nawet jeśli wybijają się ponad przeciętność. Nie chcę w tym miejscu nikogo atakować, ale niestety tak się sprawy mają...

Więc postanowił Pan samemu zorganizować wystawę swojemu przyjacielowi?

Dokładnie tak. Pod wpływem emocji powiedziałem do niego: „Marian, ja ci zrobię galerię i zorganizuję wystawę”. Kiedy wstałem rano, wiedziałem, że muszę zrobić wszystko, żeby słowa dotrzymać. Przystępując do tego rodzaju przedsięwzięcia po raz pierwszy – co oczywiste – nie zna się realiów pracy podczas jego organizacji. Szybko dowiedziałem się, że to wcale nie jest takie proste, jak mogłoby się wydawać. Na szczęście w tamtym czasie byłem sekretarzem rady nadzorczej Chorzowskiej Spółdzielni Mieszkaniowej, w której działał Klub Spółdzielczy. Władze spółdzielni bardzo mi pomogły, przyjaznym okiem spoglądając na moją inicjatywę, co robią zresztą do dziś. Nie żądają ode mnie opłat, a nawet sami współfinansują kolejne wystawy. Udostępniają też swoją gazetkę, na łamach której są publikowane reportaże z tych wydarzeń. To jest bardzo duża pomoc, bo gdyby za to wszystko trzeba było płacić, to wydatek byłby olbrzymi.

Z jakim odbiorem spotkała się pierwsza wystawa?

Z bardzo dobrym. Prace wystawione przez Mariana Rosika były niesamowicie żywe, można wręcz powiedzieć, że dziecinnie radosne, mimo że był przecież dorosłym mężczyzną. Wspominam go jako ciepłego człowieka, który miał wielu znajomych i potrafił zjednać sobie ludzi. Nic więc dziwnego, że na wernisażu pojawiło się wiele osób, w tym dziennikarzy. Była telewizja, prasa... niepełnosprawni też mają swoje własne media masowego przekazu, o których przeciętny, zdrowy człowiek o nich nie wie, bo się tym nie interesuje. To zamknięte środowisko. Pierwsza wystawa spotkała się z dobrym przyjęciem, co pozwalało myśleć o kolejnych.

Przez te kilkanaście lat dowiedziałem się ile sił, czasu i energii, wymaga praca nad przygotowaniem takiego wydarzenia. Nigdy nie chciałem się nikim wyręczać, uważam najlepiej zrobić wszystko samemu, od początku do końca. Jeżeli coś pójdzie nie po naszej myśli, to pretensje będzie można mieć tylko do siebie. Tak się na szczęście nigdy nie stało. Po sukcesie pierwszej wystawy pomyślałem, że szkoda byłoby na niej poprzestać. Ta przygoda trwa już prawie 18 lat, za nami 52. wystawa. Włożyłem w to mnóstwo pracy i nakładów finansowych. Kiedy podliczyłem ile wydałem na ten cel przez te wszystkie lata, to wyszła spora suma. Czasami śmieję się, że gdybym miał to wydać jednorazowo, to mocno bym się zastanawiał.

W takim razie musi to Panu przynosić wiele radości.

Oczywiście, że tak. Pracuję i zarabiam pieniądze, wydając je na to, co uważam za stosowne. Od lat sprawdzam się jako organizator, nie tylko w Galerii Spełnionych Marzeń, ale też przy okazji innych przedsięwzięć, jak choćby turnieje skata i brydża, ale również spotkania Klubu Obywatelskiego. W ubiegłym roku zawitały do niego pierwszoplanowe postacie ze świata polityki krajowej. Zaszczycił nas Borys Budka, Jan Olbrycht czy Joanna Kluzik-Rostkowska. Osoby zainteresowane spotkaniem mogły też porozmawiać z prezydentem naszego miasta Andrzejem Kotalą. To była niepowtarzalna okazja, by z pierwszej ręki uzyskać wiele przydatnych informacji od ekspertów w swoich dziedzinach, którzy prostym i zrozumiałym dla wszystkich językiem, potrafią mówić nawet o rzeczach trudnych. Wracając do tematu malarstwa, współpracowałem również z grupą Krajcok'12, która jedną ze swoich dwóch inauguracyjnych wystaw, zorganizowała właśnie w Galerii Spełnionych Marzeń, w Klubie Pokolenie. Jestem organizatorem tego typu przedsięwzięć, kuratorem, osobą otwierającą te wydarzenia.

Po tym, w jaki sposób mówi Pan o malarstwie, można wywnioskować, że jest Pan prawdziwym pasjonatem tej formy sztuki. Nie próbował Pan kiedyś samemu spróbować swoich sił w tej dziedzinie, nie tylko jako organizator, ale również jako artysta?

W swoim życiu wykonałem sporo rysunków, ale były to rysunki techniczne. Zacząłem już w technikum w Chorzowie Batorem, a kontynuowałem to na studiach, a następnie w pracy zawodowej. Taki rysunek, jak powszechnie wiadomo, nie ma jednak nic wspólnego z pracą artystyczną. Trzeba go wykonać precyzyjnie, do linii, do kąta, a nie dowolnie. Nie zostałem obdarzony talentem malarskim, ale mam za to inne walory, na przykład organizatorskie, więc staram się połączyć swoją pasję i umiejętności, realizując tego rodzaju przedsięwzięcia. Nie namaluję pięknego obrazu, ale mogę sprawić ludziom radość w inny sposób. Galeria to dla mnie nic innego jak hobby, podobnie jak pływanie. Obliczyłem, że w ciągu roku przepływam ok. 100 km. Staram się trzymać formę.

Czym zajmuje się Pan na co dzień?

Pracuję w urzędzie marszałkowskim, w wydziale geodezji, kartografii i gospodarki nieruchomościami. Najprościej rzecz ujmując, zajmuję się sprzedażą nieruchomości województwa śląskiego. W tej chwili trudno jest sprzedać jakiekolwiek tereny, ponieważ te ładne, znajdujące się w ustronnych miejscach, lub w atrakcyjnej, strategicznej lokalizacji, w znacznej mierze zostały już wyprzedane. Pozostały te, które w przeszłości miały jakieś formalne czy prawne przeszkody, uniemożliwiające ich sprzedaż. Moim zadaniem jest doprowadzenie do usunięcia tych przeszkód, przeznaczenie gruntu na sprzedaż, a następnie znalezienie chętnego do jego kupna, a z tym – jak już wspomniałem - nie zawsze jest tak prosto.

Jest Pan również chorzowskim radnym. Co chciałby Pan jeszcze zmienić w naszym mieście?

Bardzo zależy mi na tym, żeby w niedalekiej przyszłości powstał Dom Kultury w Chorzowie II. W każdej dzielnicy jest taki ośrodek, tylko nie w tej. Dawniej na ul. 3 Maja działał Dom Kultury Chorzowskiej Wytwórni Konstrukcji Stalowych „Konstal”, ale kiedy zakład upadł, zlikwidowano również tę placówkę. Teraz budynek, w którym się znajdowała, jest w prywatnych rękach. Władze miasta starały się go wykupić, ale cena była zaporowa, nieadekwatna do stanu, w jakim się znajduje. W Chorzowie II mieszkam od kilkudziesięciu lat. Po transformacji zakłady produkcyjne zaczęły upadać, a wiele osób nie odnalazło się w nowej rzeczywistości, co niestety skutkowało wzrostem patologii społecznej. Jeśli ktoś od młodu nasiąka złymi nawykami, to trudno z tego wyjść, jeśli nie ma się dobrego przykładu. Taki przykład mógłby dać Dom Kultury, w którym pomoglibyśmy zrozumieć młodzieży, że można spędzać czas w różny sposób.

Od lat chcę rozbudzić kulturalnie tę część miasta. Stąd mój pomysł na program „Aktywne Lato w Chorzowie II”. Organizowaliśmy przez wakacje raz w tygodniu spotkania na Placu Mickiewicza, gdzie animatorzy prowadzili zajęcia z dziećmi. Poza tym, w ramach tego przedsięwzięcia, odbywały się pokazy kina plenerowego. Wieczorami wyświetlaliśmy filmy na dużym ekranie. Jako przewodniczący komisji kultury i sportu, wystąpiłem do prezydenta, żeby zarezerwował w budżecie środki na realizację tego zadania w kolejnych latach. Zależało mi na tym, żeby ta propozycja nie musiała startować w budżecie obywatelskim, bo koszty jej organizacji, są minimalne.

Wracając do tematu Domu Kultury... ma Pan na myśli jakąś konkretną lokalizację, gdzie taka placówka mogłaby powstać?

Od dłuższego czasu pracuję nad tym, żeby Dom Kultury mógł powstać na tym obszarze, więc mam na oku kilka ciekawych lokalizacji, w których taka placówka mogłaby powstać, ale to nie jest takie proste zadanie, bo wiele inwestycji, w tym budowa stadionu w Chorzowie Batorym, jest zdecydowanie wyżej na liście projektów do zrealizowania. Wszyscy mówią, że to będzie stadion dla Ruchu, ale nie do końca tak jest. To będzie stadion miejski. Jeśli Ruchu nie będzie go stać na to, żeby tam grać, to obiekt zostanie wykorzystany w inny sposób. Mam jednak nadzieję, że wszystko dobrze się potoczy, a klub, który jest wizytówką naszego miasta, wkrótce wyjdzie z kryzysu i awansuje na wyższy poziom rozgrywkowy.

Pod koniec września w Galerii Spełnionych Marzeń odbył się wernisaż kolejnej wystawy. Proszę powiedzieć czyje prace można tam oglądać, oraz jak długo?

Na wystawie swoje prace wystawia dwudziestu członków chorzowskiej grupy plastycznej Krajcok'12. Wystawa potrwa do końca października.

 

Rozmawiał Tomasz Breguła

 

Fot.: Freepik.com/Krzysztof Łazikiewicz

Tomasz Breguła

Udostępnij:


Galeria Spełnionych MarzeńChorzówKrzysztof Łazikiewiczradnymalarstwowystawywywiad

Komentarze

Brak komentarzy...

Zostaw komentarz


POLECANE FIRMY

AKTUALNOŚCI

REKLAMA

KALENDARZ WYDARZEŃ

16
Piątek
Listopad 2018
Listopad
Po Wt Śr Cz Pt So Nd
293031
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30
12
imieniny:
Edmunda, Marii, Marka