REKLAMA
AKTUALNOŚCIMiastoSportRozrywkaInneTurystykaNa SygnaleKącik PrasowyKulturaPrzetargi i komunikatyWyboryChorzowskie KomentarzeKontakt24

Z bieżni na Mount Everest! [cz.2]

Sport

Dlaczego bardzo dobrze zapowiadająca się lekkoatletka przerywa swoją karierę i szuka innej pasji? Jakie problemy ma polski sport? Czy wyprawy górskie to bezpieczne zajęcie? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie w drugiej części naszego wywiadu z Magdaleną Gorzkowską!

Galeria zdjęć


 PIERWSZA CZĘŚĆ WYWIADU TUTAJ

Wyprawa na Mount Everest to będzie całkowicie coś innego niż wszystkie poprzednie wyjścia? Przygotowujesz się do tego, celebrujesz tę wyprawę, więc to już nadaje pewnej unikatowości.

Będzie to na pewno coś trudniejszego. Wyprawa będzie trwała 2 miesiące, więc bardzo długo, ale będzie też miała wiele cech wspólnych z tym czego doświadczyłam na poprzednich wędrówkach. Wszystko okaże się na miejscu! Teraz nie jestem w stanie powiedzieć jak będzie.

Jeżeli chodzi o ten rodzaj aktywności, to nie sposób poruszyć tej ciemniejszej strony tego sportu. Wszystkim nasuwa się ostatnia sytuacja związana z Tomaszem Mackiewiczem i Nanga Parbat. Ty się nie boisz tego ryzyka? Ciebie to zniechęca, czy może raczej wręcz przeciwnie?

Każda wyprawa wiąże się z wielkim ryzykiem. Trzeba jednak podkreślić, że samotne, zimowe wyprawy bez wsparcia agencji, bez tlenu i bez ubezpieczenia mają mało wspólnego z wędrówką na Mount Everest, gdzie oprócz wspominanych elementów jest, szerpa, a przede wszystkim trasa jest zabezpieczona. Istnieje duża różnica pomiędzy Everestem, a pozostałymi ośmiotysięcznikami. Należy o tym wiedzieć, bo ludzie często wrzucają wszystko do jednego worka.

Ludzie z twojego bliskiego otoczenia, rodzina, znajomi, osoby z zewnątrz popierają cię w twoich działaniach? Po sytuacji z Nanga Parbat było słychać wiele głosów mówiących o tym, że ten rodzaj sportu jest głupotą, jest niebezpieczny, nie przynosi korzyści dla innych, bo nie możesz go np. obejrzeć w telewizji.

To jest dla mnie oczywiste, że większość ludzi nie rozumie mojej pasji, ale ja potrafię zrozumieć ich podejście. To są moje potrzeby, moja pasja. Większość osób woli sobie odłożyć duże pieniądze np. na mieszkanie, ja wolę mieć super wspomnienia, przeżycia i wejść na najwyższą górę świata. Wiem, że ciężko to niektórym zaakceptować, ale nie przeszkadza mi to, tak samo jak brak takich kibiców jakich miałam w lekkiej atletyce. Mam jednak duże grono osób które mnie wspierają. Jeżeli chodzi o „hejt”... „Hejt” jest zawsze, ludzie krytykują wszystko i wszystkich. Gdybym miała się tym przejmować, to musiałabym zostać w domu.

Wróćmy na chwilę do twojej przeszłości. Tobie faktycznie nie brakuje tego elementu dopingu, który miałaś podczas startów w bieganiu? Miałaś fanów na wyciągnięcie ręki podczas zawodów, czasami można było oglądać cię w telewizji...

Nie brakuje mi tego. W lekkiej atletyce były czasami takie zawody, na które w ogóle nie przychodzili kibice. Większość pojawiała się na Mistrzostwa Polski, czyli dwóch imprezach w ciągu roku. Na startach międzynarodowych faktycznie były tysiące osób, ale ja nie robiłam tego pod publiczność. Biegałam z pasji, z chęci bycia lepszą.

Twoja decyzja po pamiętnym starcie w Bydgoszczy była na pewno trudna. Tym bardziej, że nie byłaś wtedy na bardzo zaawansowanym etapie swojej kariery. Jesteś młodą osobą i wydaje się, że cały świat stał przed tobą otworem, a twoja kariera się rozwinie.

Przeważyła ilość negatywnych emocji, porażek i rozczarowań, w porównaniu do sukcesów i radości. W Bydgoszczy przelała się czara goryczy. Moja przygoda ze sportem to była nieustanna walka o rekordy, kwalifikacje na imprezy, w większości zakończona rozczarowaniem. Nie byłam w ścisłej czołówce zawodniczek, a raczej krok za nią i musiałam stale ciężko pracować, by się tam znaleźć. Poświęciłam dla biegania dużo, wręcz za dużo. Praktycznie cały rok podróżowałam po zgrupowaniach w Polsce i na świecie, by być tam gdzie mój trener. W ostatnich latach w większości sama pokrywałam koszty tych wyjazdów. Nie mogłam wtedy studiować, pracować, czy pozwolić sobie na inne rodzaje aktywności. Wtedy w domu bywałam maksymalnie tydzień w miesiącu. W Bydgoszczy pożegnałam się z ówczesnym szkoleniowcem i nie miałam już wizji do kogo pójść, nie byłam w stanie zaufać komuś od nowa.

Nawet sukces w Portland nie był czymś, co by cię ostatecznie napędziło do dalszej pracy?

Sukces z Portland napędził mnie do pracy na kolejne miesiące, do pamiętnych Mistrzostw Polski w Bydgoszczy. Muszę powiedzieć, że jak zaczynałam karierę, to bieganie było moją wielką pasją, odnosiłam sukcesy i było naprawdę super. Później od Igrzysk w 2012 roku praca i poświęcenie nie dały mi nic w zamian, ani radości, ani wyników. To, że wytrwałam do Portland było dla mnie ogromnym sukcesem. Potem nie udało mi się pojechać na igrzyska, które były moim wielkim marzeniem. To z myślą o nich trenowałam ostatnie cztery lata. Nie chciałam niczego innego, niestety szansa przepadła. Czas mijał, a ja nie potrafiłam wykreować w mojej głowie nowych marzeń związanych z tym sportem. A to właśnie wielkie marzenia i ambitne cele były zawsze moim motorem napędowym do trenowania. Poszłam w stronę wypraw górskich, w których pewne rzeczy nie zostały jeszcze dokonane i to jest coś co mnie „kręci”. W lekkiej atletyce nie zrobiłabym rzeczy niemożliwych.

Czemu nie chciałaś spróbować wyjechać na kolejną olimpiadę? Przecież można było wyciągnąć wnioski i próbować.

Takie podejście miałam przez całe lata. Wiecznie nie udawało się gdzieś zakwalifikować, na imprezy na których mi bardzo zależało i się z tego podnosiłam wyciągając wnioski. Po igrzyskach na które nie pojechałam również się podniosłam i wróciłam do treningów, ale zorientowałam się, że po pierwsze w ogóle nie sprawia mi to radości, a po drugie tak jak już powiedziałam – przestałam mieć marzenia związane z tym sporcie.

Powiedziałaś, że w trakcie twojej kariery dwukrotnie zmieniałaś szkoleniowca. Czy to było spowodowane problemami w twojej dyscyplinie? Uważasz, że mamy niewykwalifikowanych trenerów, którzy nie są w stanie zapewnić odpowiedniego poziomu?

Generalnie mamy dużo dobrych trenerów w kraju, także wykwalifikowanych i doświadczonych. To jednak nie wystarczy. Żeby współpraca trenera z zawodnikiem przyniosła oczekiwane efekty trener musi się w nią zaangażować, musi wierzyć w zawodnika, wspierać go, pomagać, być obecnym na treningach, stosować indywidualny plan treningowy. Czasem zaniedbanie jednej z tych rzeczy wystarczy, by współpraca nie układała się pomyślnie. Ja współpracowałam z trójką, spokojnie mogę powiedzieć wybitnych trenerów, których wychowankowie sięgali po medale Mistrzostw Świata i nie tylko. Byli nimi Jan Widera, Aleksander Matusiński oraz Zbigniew Ludwichowski. Każdemu zawdzięczam wiele dobrego.

Uważasz, że w ogólnym rozrachunku polski sport, w szczególności ten indywidualny ma problem? Bo jak słucham tego co mówisz, jak patrzę na choćby minione Zimowe Igrzyska Olimpijskie w Pjongczang, to osobiście mam wrażenie, że sytuacja nie jest kolorowa. Jesteś tego przykładem, młoda dziewczyna która ma talent, marzenia, ambicje, odnosi sukcesy, ale nie ma nikogo, kto by Cię odpowiednio oszlifował.

Myślę, że jest pewien problem, bo jest sporo przypadków niespełnionych talentów. Nie wystarcza sama praca zawodnika i jego potencjał. Musi być trener, który się w pełni zaangażuje oraz muszą zostać zapewnione warunki szkoleniowe, a obie te kwestie wiążą się z nakładami finansowymi. Jeżeli tego brakuje, to nie da się odnosić sukcesów.

Czy ty jako kadrowiczka miałaś zapewnione dobre warunki szkoleniowe?

Miewałam zapewnione dobre warunki. Nie ukrywam jednak, że miałam też dużo przebojów ze Związkiem. Wiele przygotowań prowadziłam na własną rękę, bo nie miałam tego zapewnionego, nawet mając w ręku świeżo zdobyty medal Mistrzostw Świata zostałam niesprawiedliwie potraktowana i ze wszystkich dziewczyn ze sztafety, ja jedna zostałam uznana za inną, gorszą i mi się nie należało to co im. Niestety trzeba było w tym temacie prowadzić wieczną walkę o siebie i finalnie mało udawało się ugrać.

Co byś teraz powiedziała młodej zawodniczce, która ma podobne marzenia co ty kiedyś?

Na pewno bym zachęcała do treningu! Sport super kształtuje charakter. Jest to fajna przygoda i ja osobiście mimo porażek i niepowodzeń, niczego nie żałuję, bo to mnie wykreowało na bardzo silną osobę. Chęci, to najważniejsza rzecz, jeśli się czegoś bardzo chce to zawsze znajdzie się sposób, by to osiągnąć.

Oglądanie igrzysk w Rio było dla ciebie bardzo bolesne?

Nie, absolutnie. Bardzo kibicuje naszym lekkoatletom, szczególnie moim koleżankom z bieżni i cieszę się z ich sukcesów. Na mistrzostwach świata w Londynie, kiedy dziewczyny zdobyły brązowy medal byłam nawet na stadionie. Ich występ wywołał we mnie mnóstwo pozytywnych emocji, a nawet motywacji do treningu. Wtedy miałam jeszcze chęć powrotu, bo wiedziałam, że jest to możliwe, ale kiedy emocje opadły odeszłam od tego pomysłu.

Jeżeli masz porównać bieganie i wędrówki górskie, to czujesz teraz większy komfort psychiczny?

Ciężko to w ogóle porównywać, ale faktycznie czuję większy luz psychiczny. Tutaj to wszystko ode mnie zależy. Ja decyduję gdzie chcę iść i organizuję wszystko. Nie muszę się do nikogo dostosowywać i to jest dla mnie ważne. Wyprawa na Everest to ogromne przedsięwzięcie logistyczno-organizacyjne, na szczęście mam tutaj ogromne wsparcie Sylwii Bajek, która wie już z czym ten chleb się je.

Powiedziałaś, że twoja pasja górska nie koliduje za bardzo z Twoimi studiami czy pracą. Podczas trenowania biegania trzeba było więcej poświęcić?

Zdecydowanie! Jak trenowałam zawodowo, to codziennie poświęcałam po kilka godzin na trening w każdych warunkach. Niezależnie od ulew, śnieżyc, zimna, musiałam ćwiczyć. Czuję niesamowitą ulgę, że nie muszę tego już robić. Nieraz trzeba było iść na trening, kiedy kompletnie się nie chciało, teraz jest o wiele prościej.

Nie było wtedy czasu na życie prywatne?

Czas na życie prywatne był, ale ograniczony. Osoby z mojego bliskiego otoczenia musiały to akceptować, bo nie byłam w stanie zrezygnować ze sportu.

Jakieś inne pasje w twoim życiu występują? Co jeszcze lubisz robić w wolnym czasie?

Podróże to coś co kocham, chcę zobaczyć jak najwięcej tego świata. Lubię spędzać czas wolny aktywnie, próbuję nowych rzeczy, chętnie sprawdzam siebie w nowych miejscach i sytuacjach. Wolny czas staram się także poświęcać nauce.

Jak już zdobędziesz Mount Everest, to masz jakieś plany na to co dalej?

Plany w głowie są, nawet bardzo ambitne! Najpierw jednak muszę iść na Everest, zobaczyć jak będzie. Jeżeli wyjdzie gorzej niż mi się wydaje, to pewnie będę musiała je zweryfikować.

Oprócz zdobycia Everestu czego mogę ci życzyć?

Bezpiecznego zejścia! Znalezienia jak największej ilości wsparcia i środków na wyprawę! Tego mi najbardziej brakuje!

Wojciech Czaputa

Udostępnij:


Magdalena Gorzkowskalekkoatletykawędrówki górskieTS AKS Chorzówsportbieganiepasjawyprawa

Komentarze

john ben
Jestem John Ben, prywatny pożyczkodawca i jestem tutaj, aby pomóc tym, którzy potrzebują pożyczki. Czy potrzebujesz pożyczki pilne? Czy potrzebujesz pożyczki na spłatę długów? Masz musisz rozwinąć swoją firmę lub przyszłą pracę autonomiczne, więc jesteśmy tu dla ciebie z niską stawką 2% odsetki i pożyczkę można uzyskać 1000 pln 10 000 000 zł; johnbenloancompany@gmail.com

Zostaw komentarz


POLECANE FIRMY

REKLAMA

AKTUALNOŚCI

KALENDARZ WYDARZEŃ

22
Środa
Wrzesień 2021
Wrzesień
Po Wt Śr Cz Pt So Nd
3031
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30
123
imieniny:
Maury, Milany, Tomasza